Dziś jest: 16 grudnia 2017

Cięcia po hiszpańsku

27.02.2012

Hiszpania jest zadłużona po uszy - to znakomity pretekst do masowego uderzenia w prawa hiszpańskich pracowników, w interesie tych, którzy odpowiadają za to zadłużenie.

Niedługo po sukcesie wyborczym hiszpańskiej prawicy, nowy rząd Mariano Rajoy'a przystąpił do reformy rynku pracy – oczywiście zgodnie z neoliberalnymi dogmatami chodzi o promocję umów śmieciowych i ułatwienie zwalniania pracowników.

Propozycje rządowe dotyczą:

-        Zmniejszenie wysokości odpraw dla zwalnianych pracowników na stałych umowach o pracę.

-        Zwiększenia możliwości działania agencji pracy tymczasowej.

-        Bezrobotni pobierający zasiłki zmuszeni będą do wykonywania „prac socjalnych”, przy czym wzmocniona będzie nad nimi kontrola ze strony inspektorów pracy (!).

-        Wprowadzono nowy kontrakt pracy dla małych i średnich przedsiębiorstw – na jednoroczny okres próbny. Kontrakt ten w każdej chwili – bez uzasadnienia i odprawy – może zostać rozwiązany przez pracodawcę.

-        Zapowiedziano wprowadzenie nowych umów o pracę w niepełnym wymiarze godzin, oficjalnie prezentowane jako umożliwiające godzenie życia rodzinnego czy studiów z pracą. W praktyce – co już teraz masowo występuje – Hiszpanii będą zmuszeni pracować na dwóch takich etatach, by jakoś związać koniec z końcem, ale w statystykach bezrobocie spadnie.

-        Układy zbiorowe na poziomie przedsiębiorstw będą miały większe znaczenie niż układy branżowe.

Jak widać, te wszystkie reformy ułatwiają tylko zwolnienia i pogarszają sytuację pracowników (przy bezrobociu np. młodych ludzi przekraczającym 48 proc.). Setki tysięcy osób protestowało  przeciwko tej reformie 19 lutego w całej Hiszpanii, a główne centrale związkowe już dyskutują o ogłoszeniu strajku generalnego.

Oczywiście, wszystkie te zmiany są dokonywane pod pretekstem walki z kryzysem, bezrobociem, a przede wszystkim rosnącym długiem publicznym Hiszpanii. Premier Rajoy już wcześniej zapowiadał, że „zawsze będzie mówił prawdę, nawet jeśli będzie bolała, bez ozdób i wymówek”.

Rzecz jednak w tym, że te reformy sprzyjają właśnie odpowiedzialnym za problem długu – tym, którzy i tak już skorzystali na obniżkach podatków dla najbogatszych czy zniesieniu podatku od majątku. To nie rozbuchane wydatki socjalne są odpowiedzialne za kryzys i dług, tylko spekulacje wielkich grup finansowych  na rynku nieruchomości oraz dziury w budżecie spowodowane wspomnianymi prezentami dla najbogatszych - którzy dodatkowo zarabiają właśnie na długu publicznym.

Kilka cyfr świadczy o tym, jak można zarobić gigantyczne kwoty na długu publicznym.  W latach 2000-2010 dług publiczny Hiszpanii wzrósł z 305 mld euro do 552 mld euro, a w tym czasie spłacono (odsetki i kapitał) – 1020 mld euro. Czyli spłacono trzykrotnie więcej, niż wynosił dług 10 lat temu, a mimo to ten dług jest prawie dwukrotnie wyższy. I za te miliardy przelane na konta wielkich instytucji finansowych, czy najbogatszych elit, zapłacić mają zwykli Hiszpanie.

Dariusz Zalega

 

 

Wybory