Szpital w Piekarach

29.02.2012

Wiele pokazał opinii publicznej skandal z budową stadionu narodowego, który okazał się inwestycją niezwykle kosztowną, kierowaną przez grupę wybrańców z klucza politycznego ministra sportu. Pomimo usterek i opóźnień zagarną oni zagwarantowaną im przez kolegów wielomilionową pulę nagród. Kierowanie spółeczkami finansowanymi ze środków publicznych  to  najlepszy interes na świecie. Zawsze się opłaca. Tylko podatnik jest za zawyżone koszty inwestycji golony przez władzę, która przecież zawiniła.

To samo przez całe lata działo się na piekarskiej ziemi, gdzie wybrańcy pana prezydenta świetnie bawili się w zarządzanie publicznym szpitalem dołując jego finanse, rozpuszczając majątek jego poradni w prywatne ręce dosłownie za grosze. Oczywiście otrzymywali za to sute wynagrodzenia i nagrody i wyróżnienia. Wszystko pod górnolotnymi hasłami rzekomej wielkiej reformy prowadzonej przez wybitnych reformatorów. A wszystko pod skrzydłami nieomylnego wodza.

Bilans tej błazenady bufonów jest okrutny. Trzynaście milionów długu, przez dwie kadencje prezydentury, pomimo przeprowadzenia przez państwo dwukrotnego procesu oddłużania, czyli całkowitej naprawy finansów. Całkowity koszt tej hucpy jest jeszcze większy, bo należy doliczyć olbrzymie koszty poniesione przez gminę na przygotowanie porad przez tak zwanych specjalistów i konsultantów, którzy za wielkie pieniądze chętnie doradzali co zrobić i kolejne koszty powstałych z tych porad projektów przebudowy rozbudowy szpitala. Nigdy niczego z tych projektów nie wdrożono i nie zrobiono. Zapłacono natomiast za cała masę pozorowanych ruchów. I najwyraźniej tak miało być, bo w ten sposób nic nie robiąc zarobiła na tym cała rzesza uprzywilejowanych ludzi.  

 Miejsce publicznego szpitala zajęła spółka w stu procentach zależna od prezydenta miasta. W trzeciej kadencji dług spółki mierzony dopłatami do jej funkcjonowania z  budżetu gminy przekroczył siedem milionów złotych. 

Mam wrażenie i narastające przekonanie, że cały mechanizm rządzenia w tym kraju polega na wyprowadzaniu pieniędzy z kieszeni podatnika do prywatnej szkatuły politycznego i urzędniczego pnącza i powiązanego z nimi szemranego biznesu. To zjawisko powoduje niebywałe straty i dramatycznie zadłuża społeczeństwo i jest przyczyną narastającego bezrobocia, biedy a nawet nędzy. Taka prywatyzacja wszelkich zysków i przerzucanie ogromu strat na społeczeństwo stanowi zagrożenia dla przyszłości nas wszystkich.  Jest niemoralne, bandyckie wręcz.

Dwa lata temu chcieliśmy przerwać ten łańcuch odrętwienia i niepotrzebnych strat. Powstała inicjatywa referendalna, by szpital dalej był publiczny i by przeprowadzić jego rozbudowę ze składki publicznej - samoopodatkowania. To pozwoliłoby na rozszerzenia działalności i zwiększenie przychodów szpitala. Taki manewr pozwalałby z dodatkowych środków finansować przyszłościowe projekty  profilaktyki zdrowotnej i opieki nad starzejącym się społeczeństwem. To są zagadnienia, których ciężar jest dopiero teraz tak mocno podnoszony przy okazji dyskusji nad wydłużeniem wieku emerytalnego. Inicjatywa została zabita w zarodku.

Dlaczego tak się  stało? Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. Przecież publiczny szpital zależny od polityków a potem szpitalna spółka dalej od nich zależna to przecież niewysychające źródło wpływów. To są stanowiska, wynagrodzenia, nagrody, przywileje cała masa sznurków i linek do pociągania za ludzi. Kapitalny mechanizm, który gdy przestaje działać to dolewa się do niego fundusze pochodzące z kasy gminy.  Długi rosną a społeczeństwu propaganda wciśnie ściemę i każdy kit, że to niby w jego interesie.

Wielki piekarski przywódca czuwał i wpływów nasze życie i zdrowienie oraz dochodu nie dał sobie odebrać. O metodach zdławieniu inicjatywy referendalnej w naszej młodej demokracji niestety można napisać książkę i zrobić demaskatorski doktorat o komunikacji społecznej a  właściwie o jej haniebnym blokowaniu i nie będzie to powód do chwały władzy publicznej. Radio Piekary zamiast służyć upowszechnianiu informacji wszystko co dotyczyło referendum obłożyło cenzurą. Lojalność wobec karmiącej ręki chlebodawcy okazała się ważniejsza niż dziennikarska etyka, ustawy medialne prawa konstytucyjne i sumienie. Bo gdyby wtedy mieszkańcy wiedzieli co się dzieje ze szpitalem to trzeciej kadencji wodza by nie było. 

 

Zbigniew Zdónek wiceprzewodniczący Polskiej Partii Pracy – Sierpień 80

Wybory