Jakże trudno o europejską ripostę związkową

23.03.2012

 

Jakże trudno o europejską ripostę związkową

 

Solidną osłoną przed równaniem płac w dół i dumpingiem socjalnym w Unii Europejskiej byłby europejski system płacy minimalnej. Tymczasem w europejskim ruchu związkowym daleko jest w tej sprawie do jednomyślności.

 

ANNE DUFRESNE

Ateny, miasto-symbol. W dniach 16-19 maja 2011 r. Europejska Konfederacja Związków Zawodowych (EKZZ) [1] odbyła tu swój kongres – pierwszy kongres odkąd wybuchł kryzys w państwie najmocniej w strefie euro zaciskającym pasa społeczeństwu [2]. Zdaniem obecnych na kongresie delegatów solidarność z narodem greckim wymagała europejskiej koordynacji ripost – wspólnych działań, które pozwoliłyby przeciwstawić się równaniu płac w dół.

“Oni przekroczyli Rubikon. Istnieje paląca potrzeba przeciwdziałania planom oszczędnościowym Komisji [Europejskiej]”, oświadczył sekretarz generalny hiszpańskiej Powszechnej Unii Pracujących (UGT) i były przewodniczący (w latach 2003-2007) EKZZ, Cándido Méndez. Regresja socjalna szerzy się w Europie, toteż delegaci greccy zaproponowali, aby wypracować strategie opierając się na ich “poletku doświadczalnym”. “Lek [plany oszczędnościowe i zarządzanie gospodarcze] okazał się gorszy niż choroba”, stwierdził jeden z nich. “Trzeba bić się z ortodoksją Europejskiego Banku Centralnego, który stosuje terapię wstrząsową, i zerwać z dogmatem konkurencyjności. Owszem, należy równać płace, ale w górę!” Na innym końcu spektrum tej Europy dwóch prędkości, przedstawiciel niemieckiego Zjednoczonego Związku Zawodowego Pracowników Sektora Usług, zwanego w skrócie ver.di, zapewnił, że “eksport modelu niemieckiego pogarsza sytuację”. Dla przedstawiciela Niemieckiego Zrzeszenia Związków Zawodowych (DGB), nie ulegało wątpliwości, że należy “działać również w Niemczech, a nie tylko w Grecji”. “Nasi sąsiedzi stają się wrogami”, dorzucił przedstawiciel NSZZ “Solidarność”. “Tak dłużej być nie może.” [3]

O ile wśród związkowców istnieje zgoda co do tego, że w Europie instaluje się permanentne zaciskanie pasa pracownikom najemnym i że kwestia płac powinna znaleźć się w centrum działalności europejskiego ruchu związkowego, o tyle otwarte pozostaje pytanie: co robić? Ze względu na ogromne zróżnicowanie wynagrodzeń w Unii Europejskiej i na to, że w niektórych krajach nie ma dolnego pułapu płac, wydawałby się logiczny postulat europejskiej płacy minimalnej. Dla uczestników kongresu sprawa ta okazała się jednak śliska, a teren zaminowany.

Postulat ten przemknął się chyłkiem w maju 2007 r. w kuluarach kongresu EKZZ w Sewilli. Dyskusję wszczęli związkowcy niemieccy: “20 krajów spośród 27 ma już powszechną płacę minimalną ustalaną przez państwo, ale nie ma jej wielka gospodarka niemiecka! Porównanie z naszymi sąsiadami pomaga nam w naszej krajowej kampanii na rzecz międzyzawodowej płacy minimalnej”[4]. Odkąd w 1999 r. Wielka Brytania wprowadziła płacę minimalną, Niemcy rzeczywiście są jedynym państwem unijnym, w którego systemach rokowań zbiorowych nie ma takiej bariery politycznej dla niskich płac.

Brytyjczycy i Francuzi – dumni ze swojej starej międzyzawodowej minimalnej płacy wzrostowej – są, podobnie jak związkowcy z DGB, zwolennikami europejskiej płacy minimalnej. Pod koniec kongresu Jean-Christophe Le Duigou,wówczas członek Biura Konfederalnego francuskiej Powszechnej Konfederacji Pracy (CGT), dał wyraz swojemu rozczarowaniu, bo wyglądało na to, że nikt nie ma zamiaru założyć siedmiomilowych butów. “Od dawna dyskutuje się o zasadzie! Bardzo trudno jednak o konkretyzacje tego postulatu.” Marcel Grignard, zastępca sekretarza generalnego Francuskiej Demokratycznej Konfederacji Pracy (CFDT), pytał: “Jakże EKZZ może postawić sobie taki sam cel dla wszystkich krajów UE, które mają tak różne systemy płacowe?”

Od 1997 r. radykalne skrzydła kilku organizacji związkowych wypracowały różne reguły, którymi należy kierować się przy ustalaniu płacy minimalnej dla grup krajów o porównywalnych poziomach rozwoju gospodarczego [5]. W 2005 r. siatka badaczy współpracujących ze związkami zawodowymi [6] spróbowała określić europejską regułę płacy minimalnej w stosunku do średniej płacy krajowej: postulowała, aby równała się ona 50% średniej płacy od zaraz, a następnie 60%. Obecne ustawowe płace minimalne stanowią 30-48% średniej płacy. Godzinowa płaca minimalna wynosi brutto 1,82 euro w Czechach i 9 euro we Francji (patrz wykres). Reguła ta pozwoliłaby podnieść płacę minimalną we wszystkich krajach. W sferze technicznej debata wcale jednak nie poczyniła postępów.

W oczach delegatów na kongres EKZZ problemem była nie tyle idea płacy minimalnej, ile autonomia partnerów społecznych w rokowaniach zbiorowych. “Nigdy nie żądaliśmy, aby państwo ustalało płacę minimalną we wszystkich krajach europejskich!”, protestował na kongresie ateńskim przedstawiciel CFDT. Zwolennicy systemu płacy minimalnej w Europie borykają się ze związkami zawodowymi z tych krajów, w których dolny pułap wynagrodzenia ustala się oddzielnie w każdej branży, w toku rokowań zbiorowych, i zapisuje się w układach zbiorowych pracy. Tak dzieje się zwłaszcza w państwach skandynawskich i we Włoszech. “Nie życzymy sobie interwencji państwa”, wyjaśnił przedstawiciel szwedzkiej Centralnej Organizacji Pracowniczej (TCO) skupiającej “białe kołnierzyki”. “U nas 90% pracowników objętych jest układami zbiorowymi pracy. Nie potrzebujemy ustawowej międzyzawodowej płacy minimalnej.” Jeśli chodzi o przedstawiciela włoskiego ruchu związkowego, to uważał on, że taka płaca “nie jest właściwym rozwiązaniem problemu niskich płac. Nie chcemy stracić swojej części autonomii”.

Przypadek niemiecki dobrze ilustruje tę problematykę i jej ewolucję. W kolebce kapitalizmu nadreńskiego idea ustawowej płacy minimalnej zawsze była sprawą delikatną, ponieważ konstytucja przewiduje prymat autonomii rokowań zbiorowych. Rokowania w każdej branży i w każdym regionie to sprawa branżowych i regionalnych organizacji pracowników i pracodawców. Tymczasem, w obliczu spadku liczby przedsiębiorstw, w których zawarto układy zbiorowe, rozwoju sektorów, w których prowadzi się politykę niskich płac [7], i presji wywieranych na prawa socjalne, wydaje się, że system ten jest w coraz mniejszym stopniu zdolny do określania minimalnych norm [8]. Dlatego niemiecki Związek Zawodowy Pracowników Przemysłu Spożywczego, Hotelarstwa i Gastronomii (NGG) i ver.di prowadzą od 2006 r. kampanię na rzecz powszechnej, ustawowo gwarantowanej płacy minimalnej. Dziś domagają się, aby wynosiła ona 8,50 euro za godzinę. W niektórych branżach przewidziane są również branżowe płace minimalne (zawsze wyższe od wymienionej sumy). Kampania ta świadczy o politycznej naturze kwestii płacowej i stara się zrównoważyć słabe moce organizacyjne ver.di mobilizacją opinii publicznej. W obliczu zbliżających się wyborów kanclerz Angela Merkel, od dawna wrogo nastawiona nawet do samej zasady dolnego pułapu płacowego, zaczęła jej sprzyjać. O ile jednak dała wyraz woli rozszerzenia wynegocjowanych już branżowych płac minimalnych, o tyle nie wyraziła się jeszcze jasno w sprawie wprowadzenia międzyzawodowej płacy minimalnej, a tym bardziej w sprawie jej wysokości.

Tak czy inaczej, nawet gdyby w Niemczech wprowadzono taką płacę, droga do systemu europejskiego byłaby jeszcze długa. Pewien działacz Europejskiej Federacji Metalowców uważa, że “Francja nie powinna eksportować swojego modelu wielkiego kraju” i że postulat ten jest “niewczesny i niepożądany”. Front odmowy w łonie ruchu związkowego obawia się spirali, która będzie ściągać płace w dół, bo “jeśli próg nieregresji (np. 50% średniej krajowej) można będzie ustalić na szczeblu ustawodawczym, to nie będzie można ustalić go na szczeblu rokowań, które na mocy definicji są wolne”, wyjaśnia Walter Cerfeda, włoski działacz związkowy i były sekretarz konfederalny EKZZ. “Nie rozumiem, dlaczego pułap płacowy, poniżej którego nie można wynagradzać żadnego pracownika, byłby ryzykowny dla Nordyków!”, odpowiada na to Bernard Thibault, sekretarz generalny francuskiej CGT. “Stwierdzam natomiast, że w Rumunii czy w Polsce nie ma europejskiego odnośnika, którym można by się posłużyć stawiając czoło planom oszczędnościowym, które tam się narzuca.”

Niemożność dojścia do porozumienia w tej sprawie świadczy o tym, jak wiele trzeba jeszcze zrobić, aby uruchomić w skali ponadnarodowej wspólną dynamikę rewindykacyjną. W takim razie możliwości szerszej mobilizacji przez europejski ruch związkowy tkwią, być może, w koordynacji toczących się rokowań zbiorowych [9]. Sęk w tym, że w Unii Europejskiej są takie kraje, w których one się nie toczą. Np. w Polsce ponadzakładowe układy zbiorowe pracy obejmują tylko ok. pół miliona pracowników…

tłum. Zbigniew M. Kowalewski

[1] Do Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych należą 84 krajowe konfederacje z 36 krajów i 12 europejskich federacji branżowych.

[2] Zob. N. Burgi, “Grecy idą pod nóż”, Le Monde diplomatique – edycja polska, grudzień 2011 r.

[3] Autorka zebrała te wszystkie wypowiedzi podczas kongresów EKZZ w Sewilli (2007) i Atenach (2011).

[4] Wywiad z działaczem DGB, 25 maja 2007 r.

[5] P. Bourdieu, C. Debons, D. Hensche,B. Lutz (red.), Les perspectives de la protestation, Paryż, Syllepse 1998.

[6] Patrz w tym numerze “Tezy na rzecz europejskiej polityki płac minimalnych”.

[7] Np. płaca fryzjera w Saksonii wynosi 3,06 euro brutto za godzinę, a płaca kwiaciarza w Turyngii – 4,54 euro. Zob. “Tarifspiegel: unterste Tarife nach Branchen”, WSI Tarifarchiv 2011, www.boeckler.de.

[8] Obecny system zapewnia płacę minimalną, często bardzo niską, w pewnych branżach i tylko tym pracownikom, którzy są objęci układem zbiorowym pracy, tj. 62% pracowników.

[9] Zob. A. Dufresne, Le salaire, un enjeu pour l’eurosyndicalisme: Histoire de la coordination des négociations collectives, Paryż, Presses Universitaires de Nancy 2011.

Wybory