Kryzys - gratka dla firm

03.04.2012

 

Stephan Kaufmann

W Grecji, Hiszpanii, Włoszech i Portugalii szaleje kryzys. Cała Europa Południowa ledwo zipie. Chwileczkę – czy na pewno cała? No, nie zupełnie. W tych krajach są również ludzie, których wieloletnie marzenia właśnie się ziszczają. Do grona tych szczęśliwców należy na przykład Juan Rosell, prezes hiszpańskiego związku pracodawców CEOE. Od wielu lat domagał się on poluźnienia zasad ochrony przed wypowiedzeniem – teraz rząd spełnił jego postulat. Pewny swego, prorokuje, że „nie będzie to ostatnia reforma rynku pracy”. Kryzys to dla niego wyjątkowa szansa, której nie zamierza zmarnować.

Firmy europejskie znajdują się obecnie w bardzo korzystnej sytuacji. Pod naporem recesji i zadłużenia rządy poważnie ograniczają prawa pracownicze i obniżają koszty płac. Działania te mają na celu przyciągnąć inwestorów. „Europa jest na jak najlepszej drodze, by stać się rajem dla przedsiębiorców. Problem w tym, że odbywa się to kosztem pracowników”, przestrzega Apostolos Kapsalis z instytutu badawczego greckiego stowarzyszenia związków zawodowych GSEE.

W obliczu gwałtownego wzrostu bezrobocia oraz nacisków ze strony UE, by zaciskać pasa, związki zawodowe znalazły się w defensywie. Za przykład można wziąć właśnie Grecję, gdzie rząd drastycznie obniżył płacę minimalną oraz zasiłki dla bezrobotnych. „W najbliższym czasie należy ponadto oczekiwać potężnych obniżek wynagrodzeń ”, twierdzi Michala Marcussen z banku Société Générale.

Szczur w europejskim laboratorium reform

Podniesiono także wiek emerytalny, co pozwoli państwu zaoszczędzić na świadczeniach, a jednocześnie zwiększy liczbę szukających zajęcia, co nasili konkurencję na rynku pracy. Zdaniem Kapsalisa „Grecja jest jak szczur w europejskim laboratorium reform – testuje się tu, na jakie cięcia można sobie pozwolić”. Podobne programy zaczęto wcielać w życie także w innych krajach, przestrzega związkowiec.

Tak jest na przykład w Hiszpanii, gdzie w lutym rząd – nie konsultując się ze związkami zawodowymi – przeprowadził reformę rynku pracy, i to, jak przyznał sam minister gospodarki Luis de Guindos, „nadzwyczaj agresywną”. Skorzystały na niej przede wszystkim przedsiębiorstwa. „Chodzi o to, by zwiększyć marże zysku, co w krótkim czasie można osiągnąć jedynie poprzez obniżkę jednostkowych kosztów pracy ”, tłumaczy Partick Artus, ekonomista z francuskiego banku Natixis.

Fala reform przetoczyła się nie tylko przez te mniejsze państwa. Także premier Włoch Mario Monti zamierza poważnie ograniczyć ugruntowane już w tradycji prawa pracownicze. W planach jest na przykład zniesienie absolutnej ochrony przed wypowiedzeniem. Kroki w tym kierunku podjęto już w 2002 r., ale na skutek masowych protestów w społeczeństwie inicjatywa ta zakończyła się fiaskiem.

Dziś nadarza się jednak sprzyjająca okazja, więc Monti zamierza z niej skorzystać. „W kwestiach polityki gospodarczej premier jest po naszej stronie”, twierdzi Emma Marcegaglia, szefowa stowarzyszenia włoskich przedsiębiorców Confindustria.

Zwyciężyć w wyścigu ze wschodzącymi potęgami

Wzorem do naśladowania dla polityków europejskich są Niemcy, gdzie program reform systemu opieki społecznej oraz rynku pracy pod nazwą Agenda 2010, jak również działania na rzecz ograniczania wzrostu płac, przyczyniły się do dużej rentowności tamtejszych przedsiębiorstw i szybkiego uporania się z kryzysem. „Europa poradzi sobie w międzynarodowym wyścigu ze wschodzącymi potęgami, takimi jak Chiny czy Brazylia, tylko pod warunkiem, że stanie się tak konkurencyjna jak Niemcy”, powiedziała w styczniu kanclerz Angela Merkel.

I tak poziom płac w Niemczech, jak również niemiecka produktywność stanowią dziś punkty odniesienia dla konkurentów z pozostałych państw UE, w tym także dla Francji, której udział w rynkach światowych w ostatnich latach poważnie zmalał, podczas gdy Niemcy wzmocniły swą pozycję. Jak wynika z analizy przeprowadzonej przez Commerzbank, produkcja samochodów we Francji i Włoszech w latach 2004–2011 spadła niemal o 30%. W tym samym czasie niemieccy producenci zwiększyli wydajność o 22%.

Co do jednego nie ma dziś wątpliwości – reformy rynku pracy to nie przejściowe rozwiązania antykryzysowe, lecz element strategii długofalowej. Obniżając koszty, państwa wzajemnie wywierają na siebie presję. MFW odnotował, że obecnie nawet kraje o stosunkowo niskim poziomie wynagrodzeń, takie jak Czechy czy Chorwacja, muszą zwiększać elastyczność swych rynków pracy oraz obniżać koszty płacy, aby nie stracić na konkurencyjności.

Na tę rywalizację przychylnym okiem patrzy Unia Europejska, która do 2020 r. chce uczynić z Europy najbardziej konkurencyjny region świata. „Jesteśmy zobowiązani realizować plan na rzecz rozwoju gospodarczego”, powiedział niedawno przewodniczący Komisji José Manuel Barroso.

Ten nacisk na konkurencyjność, któremu towarzyszy obniżka kosztów płac, odbija się oczywiście na dochodach – a tym samym na poziomie konsumpcji prywatnej. „Kroki podjęte w ostatnim czasie będą wywierać negatywny wpływ na wzrost gospodarczy oraz sytuację na rynku pracy przez najbliższych kilka lat”, twierdzi Partick Artus z banku Natixis. Kwestią otwartą pozostaje, czy zainteresowane strony przystaną na te rozwiązania. Portugalskie związki zawodowe wezwały właśnie do strajku generalnego, do podobnej akcji szykują się ich koledzy z Hiszpanii. Grecki związkowiec Kapsalis apeluje o solidarność także do Niemców: „Dziś to na nas się oszczędza – jutro przyjdzie kolej na was”.

Presseurop.eu

Tłumaczenie - Miłosz Aponowicz

Wybory