Lublin: Umowy śmieciowe gorsze, niż śmieciowe jedzenie

13.07.2012

Drugi tydzień kampanii "STOP umowom śmieciowym!" zakończyliśmy w Lublinie. Nasze akcje przeprowadzamy zawsze w innych miastach i pod różnymi obiektami. W stolicy Lubelszczyzny była to znana sieć typu fast food. Chcieliśmy przez to pokazać, że umowy śmieciowe są gorsze, niż serwowane tam śmieciowe jedzenie. Jeść zdrowo czy nie - możemy wybrać sobie sami. Natomiast coraz częściej nie ma wyboru rodzaju umowy zatrudnienia. W siłę rośnie skala umów cywilnoprawnych.

W Polsce już 5 mln osób pracuje na podstawie umowy zlecenie lub o dzieło. Nie ma danych ile na kontraktach czy fikcyjnym samozatrudnieniu. Pewne jest jednak to, że nasz kraj jest niechlubnym liderem w zatrudnianiu na śmieciówkach. Procent pracujących na podstawie tych rodzajów umów wynosi 27 proc. To najwięcej spośród wszystkich krajów członkowskich Unii Europejskiej. Średnia unijna to 14 proc. I pomyśleć, że jeszcze 10 lat temu w Polsce było tylko 6 proc. umów cywilnoprawnych na rynku pracy.

Wymyślone umowy o dzieło miały być ukłonem w stronę artystów i twórców. Wiadomo, sztuka podlega trochę innym rygorom. Właściwie to, nie podlega żadnym... Nie zawsze da się namalować obraz czy skomponować utwór muzyczny w 8 godzin etatowej pracy. Artyści poza tym pracują dla różnych zleceniodawców. Poeta może być płodniejszy np. po zmierzchu. Wówczas umowa o dzieło jest świetnym rozwiązaniem. Zamawiający podpisuje z twórcą umowę cywilnoprawną, gdzie określone zostają szczegóły zamówienia dzieła, koszt i maksymalny czas jego stworzenia. Malarz jednego dnia może pracować np. 5 godzin, drugiego nie mieć natchnienia i w ogóle, a trzeciego 7 godzin. Liczy się efekt końcowy.

Ale nie może pracować na umowę o dzieło pani, która sprząta powierzchnie płaskie. W naszej praktyce związkowej spotykaliśmy się i z takimi wynaturzeniami, patologiami. Sprzątaczkę zatrudniano w ten sposób, choć jej praca nosiła znamiona stosunku pracy, czyli pracowała codziennie w tych wyznaczonych odgórnie godzinach, pod nadzorem. Jednak jakiś cwaniak chciał zaoszczędzić i tak na jej lichej płacy. Płacił mniej, niż wynosi płaca minimalna i nie odprowadzał składek. "Mógł", bo umowa o dzieło nie podlega pod przepisy prawa pracy.

Umowy zlecenia są dobre. Na przykład przy tymczasowym zatrudnieniu studenta roznoszącego ulotki, by sobie dorobić. Ale zlecenie nie może wypierać etatu. Tak się jednak niestety dzieje! Na umowę zlecenie zatrudnia się już nawet maszynistów pociągów. By godziwie zarobić, muszą pracować jak najwięcej. Mogą w różnych spółkach kolejowych pracować non stop nawet 24 godziny. Zagraża to nie tylko ich życiu i zdrowiu, ale i podróżnych. Przy tym patologia nadużywania tych umów szkodzi finansom publicznym i systemowi emerytalnemu. Dlaczego? Ponieważ są gorzej opodatkowane i "oZUSowane". Podkreślmy, umowy śmieciowe to śmieciowe emerytury!

Kontrakt miał być rozwiązaniem dla menedżerów. Prezes banku z powodzeniem może wykonywać swoje obowiązki właśnie w oparciu o kontrakt. I zarabiać miliony, a nawet miliardy złotych rocznie. W kontrakty wpycha się też pielęgniarki. Brzmi "fajnie"... Pielęgniarka zarabiająca miliony lub miliardy zł rocznie - pięknie! Ale nie nie!!! Nie tak... Pielęgniarka mając kontrakt, musi sama opłacić sobie ubezpieczenie zdrowotne i społeczne, a zarabia ok. 2 tys. zł. Za czas urlopu lub zwolnienia chorobowego nie dostaje pieniędzy lub są to stawki groszowe.

Fikcyjne samozatrudnienie polega na tym, że przyjmuje się pracownika do pracy, ale dana firma go nie zatrudnia. Wymusza na nim, by założył własną jednoosobową działalność gospodarczą. Pracuje dla tej firmy, ale jest niejako odrębnym podmiotem. Sam musi sobie opłacić składki, rozliczać się z księgową, skarbówką, itp.

Jak na dłoni widać patologie umów śmieciowych. Porządek z nimi obiecał zrobić premier Donald Tusk i inni politycy Platformy Obywatelskiej. Zapewniali o tym w czasie kampanii wyborczej na jesieni 2011 r. Nabrali w ten sposób wiele Polek i Polaków, nazywanych już przez socjologów "pokoleniem śmieciowym" lub "pokoleniem na zlecenie". Wybory wygrali, ale co z obietnicą? Po raz kolejny okazało się, że premier łgał. Może kłamał, może żartował, może manipulował. Efekt osiągnął... PO wybory wygrało, karawana idzie dalej.

Gdy w czwartek byliśmy w Lublinie, jeden z mieszkańców powiedział ciekawą rzecz. Otóż, że Tusk i jego PO chcą w Polsce wprowadzić socjalizm utopijny. Zdaniem tego człowieka, polegać to ma na tym, że skoro sytuacja prowadzi do tego, że niebawem w naszym kraju wszyscy będą pracować na umowę zlecenie, to będzie można sobie wybierać gdzie, czy i kiedy pracować. I przypomniał, że coś takiego proponowali teoretycy socjalizmu utopijnego... Koncepcja ciekawa.

W województwie lubelskim zobrazowaliśmy wyższość umowy o pracę nad umową śmieciową. Posłużyły za to dwie kanapki. Jedna była pożywną bułką z naturalnym masłem, serem, wędliną i ogórkiem. Druga to był fast foodowy, a więc niezdrowy cheesburger. Bułka symbolizowała umowę etatową, cheesburger śmieciową. Śmieciowe jedzenie trafiło tam, gdzie jego miejsce - do kosza na śmieci. Tam też powinny trafić umowy śmieciowe!

Wybory