Po akcjach w Wałbrzychu i Zielonej Górze

04.09.2012

Wałbrzych: Umowy śmieciowe szkodzą bezrobotnym oraz pracodawcom

 

Kolejny tydzień naszej kampanii "STOP umowom śmieciowym!" rozpoczęliśmy w Wałbrzychu. Tam 28 sierpnia pod Dolnośląskim Wojewódzkim Urzędem Pracy zwracaliśmy uwagę na następne aspekty zła, które czynią cywilnoprawne formy zatrudnienia. Tym razem chodziło o bezrobotnych i uczciwych pracodawców.

W czasie naszych akcji przeciwko śmieciówkom niejednokrotnie spotkaliśmy się z pytaniem czy umowa śmieciowa nie jest jednak lepsza od bezrobocia. To zupełnie fałszywa filozofia, jakoby śmieciówka miałaby być choć ciut lepsza. Wybór jest jak pomiędzy dżumą a cholerą. Nie może być lepszą umowa, która nie gwarantuje niczego. Ani praw pracowniczych, ani ubezpieczenia społecznego, ani bezpłatnej opieki medycznej. Mówili o tym mieszkańcy Wałbrzycha w rozmowie z lokalną telewizją.

Zarejestrowanie się w Powiatowym Urzędzie Pracy daje ubezpieczenie lekarskie. Zwracała na to uwagę jedna z uczestniczek naszych akcji. 23-letnia Kasia jest mamą dwójki dzieci. Chciałaby pracować, choćby od jutra. Ale nie na umowie śmieciowej. To oznaczałoby dla niej utratę darmowego dostępu do lekarza dla niej i dla jej dzieci.

Dla takich osób jak Kasia jeszcze kilka lat temu stworzono wiele narzędzi przeciwdziałania bezrobociu. Umożliwiono np. dofinansowanie przez urzędy pracy miejsc i stanowisk zatrudnienia. Środki te idą z Funduszu Pracy, którego comiesięczne składki są odprowadzane z umów o pracę. Ale budżet Funduszu Pracy świeci ostatnio pustkami. Wszystko przez umowy śmieciowe. Jeśli już co 3 pracujący Polak nie ma stałego etatu, to Fundusz jest pusty. Jeszcze 10 lat temu na śmieciówkach w naszym kraju pracowało 6 proc. osób. Dziś aż 27 proc., co stanowi dwa razy więcej, niż średnia dla krajów członkowskich Unii Europejskiej!

Uczciwy pracodawca, który chciałby przyjąć kolejną osobę do pracy na umowie Kodeksu Pracy i skorzystać z pomocy przy tworzeniu tego miejsca pracy, dziś ma nielada problemy. Okazuje się bowiem, że pieniędzy brakuje. Wszystko przez innych pracodawców, a właściwie zleceniodawców, dziełodawców, kontraktodawców i wszystkich innych cwaniaczków zmuszających ludzi do założenia fikcyjnej własnej działalności gospodarczej.

Powiatowe Urzędy Pracy przyjmują jak leci oferty. Widać to było w tym wałbrzyskim. Nie oddzielają ziarna od plew. Stąd na tablicach z ofertami zatrudnienia aż roi się od propozycji śmieciowej pracy. Pracy, która szkodzi pracującym w ten sposób z powodu odebrania im praw pracowniczych, bezrobotnym i uczciwym pracodawcom poprzez drenaż Funduszu Pracy, systemom: emerytalnemu i zdrowotnemu oraz finansom publicznym państwa z uwagi na to ich sporo mniejsze lub całkowite NIE oskładkowanie, opodatkowanie i "ozusowanie".

Warto też dodać, że pracujący na śmieciówkach praktycznie są bez szans na otrzymanie zasiłku dla bezrobotnych. To są problemy. Ale politycy ich nie dostrzegają. Ważne, że syn premiera ma robotę w podejrzanej firmie, której szef okradał ludzi z oszczędności ich życia. Ważne, że córka ministra finansów bez żadnego konkursu dostała posadkę w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Ważne, że posłowie latają sobie za nasze pieniądze po świecie. Podobno mamy takie same żołądki, jak oni. Ale nasze nie są przyzwyczajone do kawioru czy przepiórek. Niech się najedzą za nas. W końcu władza zawsze się wyżywi...

 

Zielona Góra: Dziś śmieciowa umowa, jutro śmieciowa emerytura

Rzeczniczka prasowa oddziału Zakładu Ubezpieczeń Społecznych w Zielonej Górze przyznała nam rację w rozmowie z dziennikarzami, że umowy śmieciowe szkodzą systemowi emerytalnemu.

29 sierpnia w Lubuskiem spotkaliśmy się z sytuacją bardzo dużego poparcia dla naszej akcji przeciwko śmieciowemu zatrudnieniu. Zielonogórzanie chętnie z nami rozmawiali i zachęcali do dalszej walki o swoje prawa i perspektywy.

Rząd Donalda Tuska i Waldemara Pawlaka wydłużył nam wiek emerytalny aż do 67. roku życia. W sytuacji, w której prywatyzuje sie ochronę zdrowia i stan zdrowia Polaków jest przez to coraz gorszy, nie wiadomo jak dużo z nas osiągnie wiek emerytalny. Ale ważniejsze jest pytanie czy będzie dla ludzi młodych coś takiego jak emerytura. Skoro młode Polki i młodzi Polacy przeważnie pracują na umowie śmieciowej (jak mówią statystyki), to czarno to wszystko widać.

Umowy zlecenie to niska składka odprowadzana do ZUS. Umowa o dzieło to ani jedna złotówka trafiająca tam. Jakie będą przyszłe wysokości emerytur? I kto dopłaci do minimalnej jej wysokości? Państwo?! Jak to? Podwyższając nam wiek emerytalny Donald Tusk i Jacek Rostowski tłumaczyli, że robią to kierując sie dbałością o finanse publiczne państwa. Państwa czy darmozjadów z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan"? Bo jaki jest sens podwyższania lat pracy, by później zwiększać wydatki na sfinansowanie brakujących kwot emerytur minimalnych i pomocy społecznej? Chyba, że to też będzie zlikwidowane...

Autolikwidacji poddawać się będą za kilkadziesiąt lat dzisiejsi młodzi. Jak przyjdzie im "dostać" emeryturę po pracy na umowach śmieciowych. By nie być obciążeniem dla swoich dzieci, będą odbierać sobie życie. Dramatyczne, lecz prawdziwe!

Prawa pracownicze i emerytury to zdobycze cywilizacji. Demontując je, cofamy się do feudalizmu, średniowiecza, a nawet niewolnictwa z czasów faraonów. Dziękujemy ci, Platformo Obywatelska. Bądź zdrów, premierze...

Wybory