BYDGOSZCZ: Dzieci ministrów do resortów, reszta na smieciówki

02.10.2012

 

Pikietę pod biurem Platformy Obywatelskiej w Bydgoszczy dedykowaliśmy rezydującemu tam Radosławowi Sikorskiemu. Ten jest nie tylko posłem i ministrem spraw zagranicznych, ale niekwestionowanym pośrednikiem pracy. Zatrudnił u siebie w resorcie bez żadnego konkursu 23-letnią Mayę Rostowską. Zbieżność nazwisk z tym ministra finansów nie jest przypadkowa.

Dzieci polityków PO mają się świetnie. Im żyje się lepiej, zgodnie ze znanym sloganem wyborczym partii Donalda Tuska. Prócz młodej Rostowskiej do panteonu potomków polityków, którzy żyją pełnią życia dodać można m.in. Michała Tuska (robota na państwowym lotnisku w Gdańsku i w OLT Express), Kasię Tusk (żyje z robienia zdjęć na swego bloga), Aleksandrę Kwaśniewską (znana z tego, że jest znana), Weronikę Rosati i Agatę Buzek (nazwisko otworzyło im drzwi do aktorstwa), Jarosława Wałęsę (poseł PO).

Wysoko postawieni ojcowie załatwili im dostatnie życie. Ale ci sami politycy, jako ojcowie III, a nawet IV RP resztę młodych Polek i Polaków skazują na dziadowanie. Na umowy śmieciowe, na konieczność mieszkania dalej z rodzicami, na niskie pensje, na brak przyszłości, na problemy z założeniem i utrzymaniem rodziny. Intratna praca na eksponowanych stanowiskach, dająca godziwie zarobić jest. Jak się jednak okazuje, jest zarezerwowana dla pociech osób tworzących obecne elity polityczne.

Gdy pikietowaliśmy bydgoskie biuro PO dziennikarze pytali czy zamierzamy wejść do środka i złożyć jakąś petycję. Odpowiadaliśmy: "Ale po co?!". Przypomnieć należy bowiem jak w Krakowie złożyliśmy armii poselskich asystentów Jarosława Gowina list. Było to w lipcu tego roku. Mimo solennych zapewnień, że poseł Gowin na pewno odpisze, do dziś dnia korespondencja nie nadeszła. Jest i kolejny argument, że szkoda czasu na odwiedzanie biur poselskich Platformy. Posłów w nich nie ma, nawet w poniedziałki, kiedy zobligowani są do pełnienia dyżurów. Za to przecież im się płaci... W maju 2009 r. także w Bydgoszczy związkowcy WZZ "Sierpień 80" odwiedzili biuro posłanki Teresy Piotrowskiej. Chcieli spotkać ją na dyżurze i porozmawiać o najważniejszych problemach społecznych. Posłanki nie było. Poinformowana telefonicznie o wizycie związkowców, nakazała swym gryzipiórkom wezwać policję. Ta szarpiąc naszych przedstawicieli za ręce i nogi wyrzuciła ich z biura niczym worek kartofli. Doniesiono na nich następnie do prokuratury i postawiono przed sądem, niczym złodziei. Szkoda, że tak sprawnie mechanizmy państwa nie działały w sprawie szefa Amber Gold...

Na znak protestu przebiliśmy balony oklejone zdjęciami polityków Platformy Obywatelskiej. Przechodnie przemieszczający się ulicą Marszałka Focha deptali je. Symbolicznie zatem zrobili to, co robi z nami rząd Tuska. Niestety, nie symbolicznie, lecz realnie.

więcej: Sierpień 80

Wybory