Zmiany w kodeksie pracy

12.06.2013

Posłowie mają zająć się dziś dalszym losem uelastycznienia czasu pracy i wydłużenia jego rozliczania do roku. Chcą tego rząd i posłowie Platformy Obywatelskiej. Cała parlamentarna opozycja jest przeciwko. Suchej nitki na projektach ustaw nie zostawiają organizacje pracownicze. WZZ "Sierpień 80" i Polska Partia Pracy mówią wprost: "To gaszenie pożaru benzyną".


W środę w Sejmie ważyć się będą losy projektów ustaw o zmianie Kodeksu Pracy oraz Ustawy o związkach zawodowych, wprowadzające w głównych założeniach wydłużenie okresu rozliczeniowego czasu pracy z czterech do dwunastu miesięcy oraz ruchomy czasu pracy. Rozpatrywany będzie wniosek o skierowanie tych projektów do Podkomisji stałej do spraw nowelizacji Kodeksu pracy.

Zmiany w prawie pracy zaproponowane przez rząd Donalda Tuska i posłów PO spotkały się z falą krytyki ze strony środowisk pracowniczych. Wspólne stanowisko w sprawie zajęły Wolny Związek Zawodowy "Sierpień 80" i Polska Partia Pracy. Ich zdaniem, propozycje te nie tylko nie przyczynią się do ochrony istniejących i powstawania nowych miejsc pracy, ale mogą do pogorszenia warunków pracy i wzrostu bezrobocia.

- Rząd i PO chcą, by pracodawcy mogli skuteczniej i lepiej wyzyskiwać pracowników, poprzez to, że staną się dysponentem ich czasu w większym stopniu. Będą przecież mogli dotychczasowych pracowników jeszcze bardziej swobodnie zatrudniać według własnych potrzeb, więc po co mieliby przyjmować nowych? - pyta Bogusław Ziętek, przewodniczący WZZ "Sierpień 80". I odpowiada: - Wykorzystując do maksimum obecnych, nie będą zainteresowani stworzeniem ani jednego nowego miejsca pracy.

Ziętek podaje też przykład: Jeśli przez pół roku dwoje pracowników będzie pracowało po 12 godzin dziennie, to pracodawcy może uznać, że etat trzeciego jest zbędny i go zwolni. - To nic innego, jak gaszenie pożaru benzyną - podkreśla przewodniczący.

Związkowcy twierdzą, że mecenasami niekorzystnych dla pracobiorców zmian są wpływowe organizacje pracodawców, a jedyne uzasadnienie rządu to kryzys, którego koszty chce się przerzucić jedynie na najbiedniejszych, a więc społeczeństwo.

Już teraz w wielu branżach gdzie nie ma układów zbiorowych a związki zawodowe są słabe lub nie ma ich w cale, zmusza się pracowników do pracy po 12 godzin w nadgodzinach. Tak jest w okresach szczytów w sieciach handlowych lub dobrych warunków pogodowych w budownictwie. I nikt sobie nie radzi z tym powszechnym bezprawiem - mówi rzecznik prasowy Komisji Krajowej "Sierpnia 80", Patryk Kosela. - Państwo i jego instytucje są bezradne. Skoro więc tak jest, że państwo nie potrafi egzekwować prawa, to rząd i Platforma postanowili zalegalizować bezprawie, aby ukryć słabość i bezradność państwa pod ich rządami w obronie słabszych - dodaje.

Według Koseli, posłowie powinni zająć się eliminacją tego typu patologii, "zamiast je legalizować i stwarzać nowe".

Podobnego zdania jest wiceprzewodnicząca Polskiej Partii Pracy, Elżbieta Fornalczyk. Jak mówi, z pracownika chce się zrobić niewolnika, pozbawionego stabilności pomiędzy pracą, a życiem prywatnym. - Ja rozumiem, że rządzący bardzo nie chcą, by społeczeństwo angażowało się życie społeczne i polityczne, więc lepiej zająć jego cały czas i życie pracą. Ale nie rozumiem,  jak w takim razie mogą mówić o polityce prorodzinnej, skoro ludzie nie będą mieli kiedy poświęcić czasu rodzinie, czy na jej założenie - stwierdza Fornalczyk.

- Za dużo już mamy elastycznych form zatrudnienia czyli tzw. umów śmieciowych. Teraz uelastycznieniu ulec ma jeszcze rozliczanie czasu pracy.  Pracownik to człowiek, a nie żaden zasób ludzki, który można elastycznie wyginać. Decydenci jakby o tym zapomnieli i chcą nam złamać kręgosłup - uważa wiceszefowa PPP.

Łukasz Ługowski z młodzieżówki Polskiej Partii Pracy zwraca uwagę na to, że poselski projekt PO idzie sporo dalej, niż rządowy. Mowa tam bowiem m.in o likwidacji dodatków za pracę w godzinach nadliczbowych poprzez wydłużenie do roku okresu rozliczania czasu pracy, a także o zmniejszeniu stawek za nadgodzin o 20 procent w innych przypadkach. Chodzi o te zakłady pracy, gdzie elastyczne rozwiązania nie będą obowiązywały.

Wynagrodzenie za godziny nadliczbowe to czasami 30 do 40 procent pensji, jaką otrzymują pracownicy. Jeśli im się to odbierze, a te zmiany do tego prowadzą, to drastycznie pogorszy się ich sytuacja bytowa. Ludzie młodzi będą uciekać z Polski nie chcąc się stać jeśli nie armią bezrobotnych to armią biednych pracujących - mówi.

O odrzucenie projektów wydłużenia okresu rozliczeniowego czasu pracy z czterech do dwunastu miesięcy oraz wprowadzenia ruchomego czasu pracy w pierwszym czytaniu, 7 marca br. zgodnie zawnioskowali przedstawiciele klubów: PiS, RP, SLD, PSL i SP. Dzień później w głosowaniu za odrzuceniem poselskiego projektu nowelizacji Kodeksu pracy zagłosowało 224 posłów, 224 było przeciw, dwie osoby wstrzymały się od głosu. Z kolei za odrzuceniem rządowego projeku było 216 posłów, 234 było przeciw. Oba projekty skierowane zostały do dalszych prac w Komisji Nadzwyczajnej do spraw zmian w kodyfikacjach.

Wybory