Ukraina: Przeciwko imperializmowi rosyjskiemu i oligarchom ukraińskim

18.09.2014

Nasza redakcja przeprowadziła rozmowę z naszym towarzyszem Zbigniewem Marcinem Kowalewskim, zastępcą redaktora naczelnego polskiej edycji Le Monde diplomatique, specjalistą w zakresie Ukrainy i autorem kilku prac o historii ukraińskiej kwestii narodowej.

W swoim ostatnim artykule, który ukazał się po francusku, podkreśliłeś rolę oligarchy z Donbasu, Rinata Achmetowa, w prorosyjskim ruchu separatystycznym. Przede wszystkim położyłeś nacisk na słabość bazy społecznej „Donieckiej Republiki Ludowej”. Czy możesz przypomnieć parę elementów tej analizy?

Donbas jest centralną bazą i trzonem władzy oligarchicznej na Ukrainie. Rebelię separatystyczną w Donbasie od początku wywołały dwie sprzymierzone siły: aparaty Partii Regionów, bezpośrednio związane z najpotężniejszymi interesami oligarchicznymi, i aparaty państwowe Rosji.
W przypadku pierwszej z tych sił rebelia stanowiła paniczną reakcję na upadek reżimu Janukowycza i jego partii, obalonego przez powstanie ludowe na Majdanie. Chodziło o ratowanie władzy oligarchicznej w jej centralnej bazie, w oparciu o imperializm rosyjski.
Drugiej sile – samemu imperializmowi rosyjskiemu – chodziło o destabilizację i dezintegrację Ukrainy, która wraz ze zwycięstwem powstania na Majdanie i zwrócona ku Unii Europejskiej groziła – tym razem ostatecznym – zerwaniem wielowiekowego stosunku kolonialnego, łączącego ją historycznie z Rosją.
Dlatego utworzono dwie marionetkowe republiki i bardzo szybko nastąpiło przejście od kilku zdecydowanie mniejszościowych akcji „masowych” (zgromadzeń, w których za każdym razem uczestniczyło około 2 tysięcy osób) do akcji wojskowej. Partia Regionów dysponuje w Donbasie bazą masową, stanowiącą około 30 proc. ludności, ale są to bardzo bierne masy, mobilizujące się w najlepszym razie jedynie po to, aby zagłosować.
Dlatego, podczas separatystycznego „referendum”, tylko połowa tej bazy zmobilizowała się, aby wziąć udział w głosowaniu: około 15% ludności. W Donbasie masowy ruch separatystyczny nigdy nie istniał.

Przywódcy ruchu, tacy jak płk Igor Striełkow i Aleksandr Borodaj, mają przeszłość aktywistów i ideologię, które nie całkiem pasują do zwykłej roli „marionetek Kremla”. Pisałeś w związku z tym o „rosyjskich białogwardzistach”. Czy możesz to sprecyzować?

Striełkow i Borodaj, którzy przyjechali z Rosji, reprezentowali ultranacjonalistyczny, monarchistyczny i fundamentalistyczno-prawosławny nurt skrajnej prawicy rosyjskiej, nastawiony na restaurację imperium carskiego w granicach z 1913 r. oraz na jego ekspansję w całym świecie słowiańskim i prawosławnym.
Oni nigdy nie byli przywódcami całego ruchu separatystycznego. Formalnie zajmowali bardzo ważne stanowiska w „republice” donieckiej i realnie kierowali pewnymi sektorami ruchu separatystycznego w tej „republice” oraz w „republice” ługańskiej. Musieli dzielić się władzą z „achmetowowcami”, to znaczy z mężami zaufania Rinata Achmetowa, najważniejszego oligarchy Donbasu, i innych oligarchów lub wielkich baronów Partii Regionów. „Achmetowowcy” dysponowali swoimi własnymi siłami zbrojnymi, w tym batalionem „Wostok” (Wschód), który w rzeczywistości nie podlegał Striełkowowi, choć formalnie był on donieckim „ministrem obrony”.
Striełkow i Borodaj nie byli „marionetkami”, lecz działaczami skrajnie prawicowymi, kierującymi się swoim własnym programem politycznym. To dlatego, mimo wszelkich zabiegów Borodaja, który szukał poparcia Putina, przegrali oni walkę frakcyjną na szczytach kierownictwa rebelii.
Zostali wyeliminowani na korzyść mężów zaufania Putina, których posłano do Donbasu. Tym, co scementowało kształtowanie się tego nowego przymierza „putinowców” z „achmetowowcami”, było znaczne wzmożenie rosyjskiej agresji wojskowej.

Czy obecne wydarzenia na Ukrainie oznaczają, że lewica internacjonalistyczna popełniła błąd, opowiadając się za frontem antywojennym?

Ta wojna to z jednej strony zbrojna rebelia części oligarchii ukraińskiej, połączona z agresywną, coraz bardziej zmasowaną i bezpośrednią wojną imperializmu rosyjskiego. Z drugiej strony to wojna toczona w imię obrony narodowej, to znaczy w obronie niepodległości – uzyskanej zaledwie 23 lata temu – i jedności narodowej, przez naród, który rozpaczliwie szuka wyjścia z sytuacji wielowiekowego ucisku narodowego.
Nie można znaleźć tego wyjścia w ramach reżimu burżuazyjnego, podporządkowanego imperializmowi zachodniemu. Ukraina pilnie potrzebuje socjalistycznego programu obrony narodowej. Światowa lewica nic nie uczyniła, aby przyczynić się do wypracowania takiego programu. Wręcz przeciwnie: jesteśmy świadkami neostalinowskiego i neocampistowskiego [tzn. polegającego na wyborze między obozami imperialistycznymi] zwyrodnienia dużej części tej lewicy, która przeszła na stronę imperializmu rosyjskiego.
Jeśli mamy na myśli front przeciwko wojnie imperialistycznej Putina, to jak najbardziej jest on potrzebny. Natomiast front przeciwko wojnie prowadzonej przez naród ukraiński w imię obrony narodowej byłby frontem poparcia dla imperializmu rosyjskiego i oligarchicznej rebelii separatystycznej.

Dla naszej redakcji rozmowę przeprowadził Daniel Süri.

 

Wybory